Selmen - oczywiście czytałem i śledzę wątek, licząc, że będą jakieś dalsze informacje na temat Nitro. Bo na razie, to nawet Wuj Google nic nie mówi poważnego, poza reklamami. Co prawda "pomarańczka" nie do końca jest w moim guście, ale przecież na nim jeszcze nie siedziałem, a osiągami i testem... cóż, wygląda bardzo, bardzo dobrze. Tylko, że to model pod test był, a jak z prawdziwym użytkowaniem, to już napisałem.
Deamiens - Supermoto odpada, chyba, że po przeróbkach - co w zasadzie jest nieopłacalne, bo nie tylko kasa, ale również charakter moto zmienia ;/
Ew. myślałem o Junak M25, z opisów na forum i w internecie wychodzi, że to najbardziej "solidna" marka. Tyle, że cena zbliżona do Raven'a czy Roadstara, jak również i
osiągi. A wygląd dużo (dla mnie) słabszy.
Peliks - wiem, że polecasz V. Tylko to zupełnie inna cena. Chyba, że mówimy o używanej Japonii, a tej nie polecasz;)
Ponieważ właśnie myślę o 250, a nie 125 czy 150, to celuję w w/w.
Ale... specjalnie napisałem warunki, w jakich takie moto będę trzymał, więc zastanawiam się, czy to też nie "dobije" pojazdu. Więcej chromu - znaczy większy kłopot.
Te 9k to absolutne max. Stąd Junak ma raczej nikłe szanse. Wpierdzielić się w kredyt na 5 lat, to musi być ostro przemyślane. Teoretycznie można Virago 535 za 7,5k dorwać na 8 miesięcznej gwarancji, ale jak przysiadłem "na żywca" na V535, to okazało się, że trochę małe. Virago 250 większe. Najmniejsze spalanie mają Chińczyki, ceny też, martwi mnie bardziej:
a) awaryjność (w kontekście Ja=mechaniczny idiota)
b) rozkład spowodowany warunkami atmosferycznymi
c) miejska manewrowość - zwłaszcza, że drogi, którymi będę się poruszał, wyglądają, jakby je młot pneumatyczny zgwałcił i porzucił na pastwę innych
d) mała prędkość max (tak, jak pisałem wyżej - do wyprzedzania i ew. odskoku. Peliks i Grzeno mieszkacie w 3City i okolicach, Wasza opinia w zakresie v.max. byłaby najbardziej istotna:)
Walić się w GS500, ER5 czy CB500 - duże spalanie (jak dla mnie) i niepewność stanu maszyny. CB250, YBR250 itp. tylko używane (nówki cenowo masakra), a nie mam pewności w co się ładuję. Tu mam gwarancję. A przynajmniej nadzieję na nią.
Nie przypuszczam, żebym robił więcej niż Ty, Mike

Tyle, że od czasu do czasu chciałoby się skoczyć gdzieś dalej. Choćby raz na miesiąc. Z pasażerką. 125 odpadają, jakoś nie mogę się przestawić na 100km/h max. na "dożynaniu" silnika i pieśnią błagalną na ustach. Zwłaszcza, jeżeli wezmę Kruszynkę ze sobą.
Cholera, zwyczajnie boję się, że jak już coś kupię, to się "to-to" od razu rozwali. Z moim pechem, jak to się mówi, trafię na nowy-martwy egzemplarz.
Kacpero - Trafiłeś jak najbardziej z tym anarchistą, tyle że libertariańskim
